17 marca 2014

SŁOWACKI RAJ — eldorado dla dużych i małych

Wycieczki z Podlesoka: 
Suchá Belá — Kláštorisko — Obrovský vodopád
Przełom Hornadu — Kláštorská roklina — Kláštorisko — Vel’ký Kysel’
Pila — Piecky — Pod Bykárku — Klauzy — Tomášovská Belá — Kláštorisko 
Wycieczka z Čingovej:
Przełom Hornadu — Kláštorisko — Przełom Hornadu — Tomášovský výhlád

czas wycieczek: 6–8 godzin    suma podejść: 700–1000 m    dystans: 16–23 km
trudność: **   infrastruktura: schronisko na Kláštorisku

Odkąd odwiedziliśmy Słowacki Raj, Wawek miał tylko jedno marzenie — jak najszybciej znów się tam znaleźć. Nie było właściwie tygodnia, by nie rozkładał mapy tych terenów i po raz setny nie ustalał, dokąd pójdziemy, jak już tam będziemy. Rozumieliśmy ten zachwyt, bo malutki powierzchniowo Raj i na nas zrobił ogromne wrażenie. W wapienne grzbiety wcinają się tu potoki, tworząc malownicze, głębokie jary i wąwozy, prawdziwe cuda natury. Kolejne odwiedziny niczego w naszych odczuciach nie zmieniły — wciąż mamy niedosyt Raju, a w kolejce czekają co najmniej dwa wąwozy absolutnie do zaliczenia.

Specyfiką tego akurat parku narodowego jest to, że szlaki w wąwozach są krótkie, a gros czasu zabiera do nich dojście. Ponieważ ubezpieczone drabinkami, kładkami i stopniami przejścia są wąskie i mocno eksponowane, większość tras w wąwozach jest jednokierunkowa (idzie się zawsze w górę, czyli w kierunku przeciwnym do nurtu potoku). Nie są to wędrówki bardzo wymagające kondycyjnie — w Raju liczą się przede wszystkim widoki i przeżycia — ale wymagają uwagi i rozważnego zachowania, zwłaszcza po deszczu. Czy warto przyjechać tu z dziećmi? Jak najbardziej. Czy trasy nie będą dla nich zbyt niebezpieczne? To już zależy od dziecka. Po raz pierwszy przyjechaliśmy do Słowackiego Raju, kiedy Wawek miał 7 lat, i doskonale dał sobie radę. Wcześniej dużo łaziliśmy po Beskidach, ale przepaściste trasy z drabinkami to była dla niego nowość. Spotkaliśmy tu zresztą mnóstwo rodzin z nieco młodszymi dziećmi i wyglądało na to, że one także świetnie się bawiły. Nie polecamy w zamian Raju dla maluchów. Kilka razy widzieliśmy spanikowane dzieci w nosidłach oraz ryczące wniebogłosy 4–5-latki, kiedy przyszło im pokonywać drabinki. Ponieważ takich miejsc w Słowackim Raju jest sporo, warto się zastanowić, czy nasze dzieciaki są gotowe na tego rodzaju wyzwania. W Raju łatwo też o niebezpieczne poślizgnięcia, młode głowy zwykle trudno zdyscyplinować, a wyciosane w drewnie kładki bywają bardzo śliskie. Rodzice muszą więc zachować podwójną czujność. Ale… wszystko to blednie w obliczu niezwykłej przygody, która nas tu czeka.

Polana w okolicy Kláštoriska — widok na ruiny klasztoru i Tatry. Ponoć w XIII wieku ludność z doliny
chroniła się tu podczas najazdów Tatarów. Miejsce rzeczywiście doskonale się do tego nadaje –
z trzech stron otoczone wąwozami musiało być właściwie nie do zdobycia.

Większość tutejszych szlaków zbiega się na płaskowyżu przy schronisku na Kláštorisku (Klasztorzysku). To jedyne miejsce na terenie parku, gdzie można zjeść coś ciepłego. Działa tu również wypożyczalnia rowerów pod chmurką. Zamiast półtorej godziny drałować stąd lasem do Podlesoka, z większymi dziećmi można rozważyć przejażdżkę rowerową. Zjazd prowadzi zniszczoną asfaltówką i bitą drogą, miejscami bywa stromo, ale nie ekstremalnie (rowery oddaje się w punkcie działającym przy wejściu do parku). Na pobliskiej schronisku polanie odrestaurowano fragmenty klasztoru z XVI wieku, które można zwiedzać. Pierwszy zakonny budynek stanął tu około 1300 roku, gospodarowali w nim kartuzi. Według romantycznej legendy to oni nadali okolicy nazwę Słowacki Raj — według nich zakonna służba w tak pięknych okolicznościach przyrody była przedsionkiem do nieba. Rzeczywistość jest bardziej trywialna: nazwę wymyślił spiski krajoznawca Béla Hajts, który na początku XX wieku dokonał na tym terenie wielu pionierskich przejść (m.in. pokonał wąwóz Malý Sokol). Kras musiał się jednak i jemu bardzo podobać.

Poniżej kilka słów o wycieczkach, które zrobiliśmy z Wawkiem w północnej części Słowackiego Raju. Część południowa jest odwiedzana znacznie rzadziej, nie ma tam tak spektakularnych wąwozów, atrakcją jest natomiast Jaskinia Lodowa.


TRASA: Podlesok — Suchá Belá — Kláštorisko — Obrovský vodopád — Podlesok
(6 godzin; 17 km; suma podejść 700 metrów)  
Najbardziej oblegany szlak Słowackiego Raju prowadzi WĄWOZEM SUCHÁ BELÁ (od potoku, który nim płynie — Suchej Białej, zielone znaki, do wyjścia na płaskowyż: 400 metrów przewyższenia, 2 godziny marszu). Zazwyczaj wędruje się w tłumie (od września w znacznie mniejszym, wtedy dopiero jest megaprzyjemnie) i chyba tylko jakimś cudem nie zdarzają się poważne wypadki (przychodzą tu nawet ludzie o kulach, co, gdy sobie to przypominam, wciąż wprawia mnie w osłupienie — i nie chodzi o to, że trasa jest trudna, ale na mokrych kamieniach czy drabinkach łatwo się pośliznąć i narobić sobie i innym kłopotu). Gdzie są tłumy, tam zazwyczaj nie ma nas, ale cóż robić, trasa jest niepowtarzalna i doskonała na pierwszy kontakt z drabinkami.

Suchá Belá ma 3,5 kilometra długości. Wąwóz odkryto w 1900 roku, a 8 lat później wyznakowano szlak
do pierwszego wodospadu. W całości roklina została udostępniona turystom w 1957 roku. Dziś teren ten jest
objęty ochroną rezerwatową. Można się w nim poruszać tylko wyznakowaną trasą (ruch jednokierunkowy!).

Naszpikowany sztucznymi ułatwieniami szlak wymaga podstawowej sprawności, dzieci zazwyczaj świetnie sobie na nim radzą. Warto je tylko uczulić, by pokonywały drabinki, zachowując trzy punkty podparcia i nie przywierały do metalowej konstrukcji całym ciałem, bo utrudnia to wchodzenie. No i lepiej nie patrzeć za bardzo w dół, lufa pod nogami bywa stresująca. Początkowo wędrujemy w przyjemnym półcieniu, wielokrotnie przekraczając łożysko potoku po kamieniach i drewnianych kładkach. Później mijamy kilka wodospadów, a pokonanie skalnych progów umożliwiają wspomniane wyżej metalowe drabiny. Mimo tłumów zatory zdarzają się sporadycznie. Wąwóz opuszczamy mało spektakularnie — błotnista leśna dróżka niespodziewanie doprowadza do asfaltu. Nieco dalej znajduje się skrzyżowanie i węzeł szlaków.

Żółty szlak prowadzący rokliną Obrovskiego vodopádu. Skalne przesmyki pokonujemy, korzystając
ze stupaczek. W całym jarze trzeba uważać, poślizgnięcie może się skończyć tragicznie. Jak dla turystki,
którą upamiętnia krzyż ustawiony przy mostku nad Olbrzymim Wodospadem.

Po wyjściu na płaskowyż można od razu zejść do Podlesoka albo odwiedzić Klasztorzysko. Polecamy tę drugą opcję, przejście wąwozu nie zajmuje aż tak wiele czasu. Na polanie w schronisku warto coś zjeść i jeśli mamy jeszcze siły, odwiedzić kolejny wąwóz. Nasz wybór padł na niewielki i niezwykle urokliwy jar prowadzący do OBROVSKIEGO VODOPÁDU (Ogromny Wodospad; żółte znaki, 45 minut). Szlak jest ekscytujący, dziki i zapomniany przez turystów, ale też dość trudny, miejscami ścieżka ledwie trzyma się stoku. Schodzimy na dno jaru, a potem wędrujemy wzdłuż potoku do widokowego mostku. Na trasie oczywiście kładki i stupaczki. Za mostkiem wdrapujemy się nieco do góry po śliskich skałkach i wąską ścieżyną, skrajem stromego zbocza zataczamy pętlę do punktu wyjścia. Z mniejszymi dziećmi, niezbyt pewnie czującymi się na wąskich, mocno eksponowanych trasach lepiej sobie ten jar darować, a wybrać w zamian Malý lub Vel’ký Kysel’.

Wracamy na Klasztorzysko, a dalej do Podlesoka szlakiem czerwonym.

 
TRASA: Podlesok — Przełom Hornadu — Kláštorská roklina — Kláštorisko — Vel’ký Kysel’ — Podlesok (6 godzin; 17 km; suma podejść 700 metrów)
Drugim hitem Raju jest trasa PRZEŁOMEM HORNADU. Znakowany na niebiesko szlak, nazwany Chodnikiem Horskej služby (Górskiego Pogotowia), ciągnie się aż do Čingovej, a jego przejście w całości zajmuje 3 godziny. Ponieważ mieszkaliśmy w Podlesoku i chcieliśmy zatoczyć pętlę, postanowiliśmy w połowie przełomu odbić na Klasztorzysko, a potem powędrować jeszcze do jakiegoś wąwozu. To o tyle dobry wybór, że dzieciaki nie zdążą się wtedy znudzić ciągłą wędrówką przyczepionymi do skał, zawieszonymi wysoko nad wodą stupaczkami, czyli żelaznymi stopniami. Nawet jeśli ekscytujące momenty są tu gwarantowane — pod nogami zieje przepaść, pokrzywione stupaczki trzeszczą, a łańcuchy wydają jękliwe tony… — trzy godziny tego samego mogą znużyć. Wędrując tędy z dziećmi, trzeba uczulić je na bezpieczne i spokojne zachowanie, tym bardziej że szlak jest dwukierunkowy i na stopniach oraz przy łańcuchach nie ma możliwości wyminięcia drugiej osoby. Lepiej się wówczas cofnąć do bezpiecznego miejsca i poczekać aż trasa się zwolni, niż wykonywać niebezpieczne ekwilibrystyczne ruchy.

Co jest tam hen w dole? Woda… Przełom Hornadu zadziwia zmiennością krajobrazów. Sielskie zatoczki,
a zaraz potem wyniosłe, ogromne skały. Bez stupaczek ani rusz… Podobno na całej trasie jest ich aż 174.
Niewinnie wyglądające mostki nieźle bujają :-).

Mniej więcej po półtoragodzinnej wędrówce wysoko nad rzeką dochodzimy do wiszącego mostu i rozwidlenia szlaków. Odbijamy do wąwozu KLÁŠTORSKÁ ROKLINA wyprowadzającego na Klasztorzysko (Klasztorny Wąwóz, szlak zielony, 220 metrów przewyższenia, 1 godzina). Jar, mający jedynie kilometr długości, jest niezwykle malowniczy. Utworzył go potok mający swoje źródła pod Klasztorzyskiem. Podczas wędrówki mijamy aż siedem wodospadów, choć tylko trzy są słusznej wysokości. Skoro są wodospady, muszą być także drabinki. I są, nie tylko zresztą one, także podcięte pnie drzew służące za stopnie i oczywiście śliskie drewniane kładki. Miejscami idziemy korytem potoku, dobre buty są więc wskazane. Tajemniczości dodają roklinie powalone drzewa.

Wodospad Odkrywców i powalone drzewa zagradzające przejście… Klasztorny Wąwóz znany jest
ze swojej urokliwości, stąd bywa zatłoczony. Ale nawet tłumy turystów nie odzierają go z aury tajemniczości.

Po godzinnym obcowaniu z Kláštorską rokliną wychodzimy, jakżeby inaczej, na Klasztorzysko. Postanawiamy zjeść coś w schronisku, a potem przejść kolejny wąwóz — VEL’KÝ KYSEL’ (zielone znaki, 300 metrów przewyższenia, 1,5 godziny). Zarośnięty, dziewiczy też robi na nas wrażenie. No i odpoczywamy od tłumu, podczas wędrówki nie spotykamy nikogo, aż trudno w to uwierzyć. Brak turystów może wynikać z charakteru wąwozu — mniej tu żelastwa, czyli stupaczek i łańcuchów (są natomiast dwie całkiem długie drabiny), niewiele wyniosłych ścian, więcej natomiast drewnianych kładek, zalesionego terenu i spokojnej, miłej wędrówki. Półcień, bujna roślinność, mchy porastające drzewa — to wszystko składa się na wspaniałą scenerię tego jaru.

Vel’ký Kysel’ i jego wodospady: niewielki w postaci kaskad — Pawlasov vodopád oraz gwałtownie
spadający z wysokiej skały — Ochrancov prírody.

Vel’ký Kysel’ wyprowadza nas na drogę, którą prowadzi żółty szlak. Maszerujemy na płaskowyż Glac do węzła szlaków i odbijamy za znakami niebieskimi. Przy kolejnym rozstaju wybieramy znaki żółte, następnie czerwone. Godzinę później — pełni wrażeń — meldujemy się w Podlesoku. Czas obmyślić kolejną wycieczkę. Mamy ochotę na wędrówkę Słowackim Rajem w samotności, opracowujemy więc trasę po mniej znanych (czytaj: nie położonych tak blisko Podlesoka) wąwozach i dolinach.


TRASA: Podlesok — Pila — Piecky — Pod Bykárku — Tomášovská Belá — Kysel’ — Kláštorisko — Podlesok (8 godzin; 23 km; suma podejść 1000 metrów)
To propozycja dla dzieci, którym niestraszne długie i forsowne wyprawy. Jeśli obawiamy się, że nasze do takich nie należą, wycieczkę można znacząco skrócić, rezygnując z odwiedzenia Tomášovskiej Beli (wówczas: 5 godzin; 14 km; suma podejść 600 metrów). To, co najbardziej ekscytujące dla dzieciaków — drabinki i inne ustrojstwa — i tak zapewnia tylko WĄWÓZ PIECKY. Leży on nieco na uboczu najbardziej popularnych tras Słowackiego Raju, ma więc tę zaletę, że mało w nim turystów. Do Piły, skąd wyrusza się do doliny potoku Piecky, można dojść z Podlesoka dość monotonnym zielonym szlakiem (częściowo wiedzie asfaltem) lub dojechać samochodem. Wybieramy tę pierwszą opcję, bo w ten sposób nie musimy wracać w to samo miejsce, i godzinę później rozpoczynamy wędrówkę wąwozem Piecky (żółte znaki, 380 m przewyższenia, 2 godziny). Skalne łożysko potoku, wyniosłe wapienne skały i kilka spływających z nich wodospadów — do tego zdążył nas już przyzwyczaić Słowacki Raj. Piecky odróżnia od innych wąwozów dolny odcinek: szerokie głazowisko niemal wyschniętego potoku (konieczne solidne buty) ciągnie się i ciągnie. W słońcu biel kamieni aż kłuje w oczy i pewnie dlatego ta część nosi nazwę Białego Potoku. Potem dolina zwęża się, pojawiają się ubezpieczenia. Wrażenie robi zwłaszcza pokonanie Vel’kiego vodopádu (Wielkiego Wodospadu) po ustawionej niemal pionowo drabinie mającej 8 metrów wysokości (poziom II piętra). Są też odcinki ubezpieczone łańcuchami i klamrami oraz mnóstwo, mnóstwo kładek.

Wąwóz Piecky ma 3 kilometry długości. Pierwsze przejście odbyło się w 1911 roku. Największe wrażenie
robią tu wapienne skały i spadające z nich wodospady. Na pierwszym zdjęciu słynna drabina
przy Wielkim Wodospadzie. Na drugim miła wędrówka po kładkach.

Po dojściu na płaskowyż zgodnie z planem schodzimy do TOMÁŠOVSKIEJ BELI (Dolina Białego Potoku) kombinacją szlaków niebieskiego, żółtego, zielonego i znów żółtego. Ten ostatni wiedzie bardzo stromo w dół, prowadząc kamienistą wąską ścieżką w dość posępnym otoczeniu. Tracimy całą zdobytą wysokość. Tomášovská Belá okazuje się słoneczna i spokojna. Wiodący nią zielony szlak to prawie niekończący się ciąg drewnianych podestów poprowadzonych tuż nad cicho szemrzącym potokiem. Turystów nie ma, słychać tylko brzęczenie owadów. Dochodzimy do rozdroża szlaków przy wylocie doliny Kysel’ (nie mylić z wąwozem Vel’ký Kysel’). Rozpoczyna się tu żółty szlak na Klasztorzysko i na niego właśnie odbijamy. Znowu musimy nabrać wysokości, co po kilku godzinach wędrówki nie jest takie przyjemne. Tym bardziej że szlak pnie się prawie prosto pod górę. Na szczęście ostre podejście kończy się po półgodzinie. Docieramy do schroniska, a dalej znaną nam już trasą schodzimy do Podlesoka na zasłużoną kolację.

Romantyczna dolina Białego Potoku.


TRASA: Čingova — Čertova — Kláštorisko — Przełom Hornadu — Tomášovský výhlád — Čingova (6 godzin; 16 km; suma podejść 800 metrów)
Przeszliśmy zachodnią część Przełomu Hornadu, trzeba więc dokończyć dzieło i poznać wschodni fragment rzeki. Tego dnia wracamy do Polski, wycieczka nie może więc być bardzo długa. Żadnych roklin, jednak sam Hornad to za mało, postanawiamy wobec tego zaliczyć dwa punkty widokowe — rozległych panoram w Słowackim Raju jeszcze nie doświadczyliśmy. Wyruszamy z Čingovej (w osadzie przed wejściem na teren parku działa ogromny parking) niebieskim szlakiem, który prowadzi leśnym duktem do ujścia Białego Potoku do Hornadu. Po przekroczeniu strumienia rozpoczynamy mozolną wspinaczkę na ČERTOVĄ (822 m n.p.m.), nasz pierwszy punkt widokowy. Góra niby mała, ale podejście zabójcze — 300 metrów przewyższenia w 50 minut. Pal licho, gdyby szlak był tylko superstromy, ale tu mamy jeszcze wyślizgane korzenie i wypolerowane skałki sprytnie ukryte pod liśćmi, a to wiadomo czym grozi. To niby tylko leśna ścieżka, a zamontowano na niej łańcuchy i grzech z nich nie skorzystać. Wspaniałe widoki rozciągające się z płaskowyżu, gdy wreszcie do niego docieramy, są jednak warte wylanego potu.

Szlak nie prowadzi na sam szczyt Čertovej, ale trawersuje go z lewej strony. Doprowadza w zamian
do wychodni skalnej, z której roztaczają się piękne widoki na Bykárkę (1058 m n.p.m.).

Z Čertovej w pół godziny dochodzimy do Klasztoriska. By wrócić nad Hornad, schodzimy z niego nad rzekę żółtym szlakiem. Znów, korzystając z metalowych podestów, podziwiamy kanion wyryty przez szmaragdową wodę. Ta część Przełomu Hornadu jest bardzo malownicza. Wiele eksponowanych miejsc, pionowe skały nad głową, pod nogami powietrze… — ekscytacja dzieciaków i dorosłych gwarantowana. W końcu docieramy do miejsca, w którym pojawia się zielony szlak prowadzący na Tomášovský výhlád (170 metrów przewyższenia, 30 minut). To nasz drugi punkt widokowy. Skalna galeria wznosząca się ponad 200 metrów nad doliną Hornadu proponuje niezły zastrzyk adrenaliny i rozległą panoramę. A potem już tylko zejście do Čingovej i pożegnanie Słowackiego Raju.

Na tym odcinku Hornad tworzy dolinę o charakterze kanionu. Pierwsze przejście odbyło się zimą 1906 roku
po zamarzniętej rzece. Turystom całość Przełomu Hornadu została udostępniona dopiero w 1974 roku.


***
Na koniec trochę informacji praktycznych. Najlepszym punktem wyjścia na szlaki w północnej części Słowackiego Raju są Hrabušice i ich przysiółek Podlesok oraz osada Čingov. Można w nich znaleźć mnóstwo miejsc noclegowych, choć w obleganym malutkim Podlesoku o pokój bez wcześniejszej rezerwacji trudno (w zamian można rozważyć namiot: gigantyczny podlesocki kemping chyba nigdy się nie zapełnia). Szykując się do wyjazdu, warto sprawdzić w internecie dostępność tras — charakter terenu sprawia, że niektóre są czasowo zamykane na przykład z powodu uszkodzeń drabinek. Koniecznie trzeba też zabrać dobre, nieprzemakalne buty, trasy wiodą często korytami potoków, jest ślisko i mokro. Podstawa wyposażenia to również mapa (do kupienia w Polsce lub na miejscu), bez niej trudno zaplanować wycieczkę, nie mówiąc już o sytuacjach awaryjnych, kiedy musimy wcześniej lub jak najszybciej zejść z trasy. Wstęp na teren parku jest płatny, samochód można zostawić na którymś z parkingów (płatne) w okolicy wejść. Warto rozważyć zakup ubezpieczenia — akcje ratunkowe są w Słowacji płatne. Jeśli nie wykupiliśmy polisy w Polsce, możemy to zrobić w kasie parku.

Nasza ekipa bez męskiej, dorosłej części :)


4 komentarze:

  1. Wybieramy się w Tatry z 7-latkiem i mamy zamiar wpaść na 2-3 dni do Słowackiego Raju. Kilkanaście lat temu przeszedłem kilka tras, ale nie pamietałem z tej wyprawy za wiele poza punktami charakterystycznymi (Klastorzysko itp). Miałem zrobić przegląd stron celem znalezienia ciekawych szlaków, ale wszystko, czego potrzebowałem, znalazłem na Waszej stronie. Wspomnienia wróciły :-) Dziękuję za super opis. Już nie możemy doczekać się wyjazdu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj przeszedlem zs starszymi dziecmi Piecki.12 i 14 lat i powiem,ze jest po prostu niebezpiecznie.drabina pierwsza jest ryzykowna zwlaszcza zejscie z niej.stanowczo nie dla dzieci.Nie jestem niedzielnym turysta,mase szlakow tatrzanskich czy bjeszczadzkich zdeptalem.to jest nie warte narazania zycia.
    Wodospady mozna lepsze zobaczyc w tatrach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię; to dobra wskazówka dla rodziców, że warto przed takim wyjazdem dobrze ocenić możliwości dzieci. Stan techniczny ubezpieczeń z roku na rok ulega zmianie, trudno mi więc odnieść się do informacji, że ta drabina jest niebezpieczna. Na pewno jest wysoka i bez ubezpieczeń – ale taki właśnie jest Słowacki Raj. Czy ryzykowna? Pokonywanie wysokości zawsze niesie ryzyko, do tego dochodzą osobiste predyspozycje - przede wszystkim radzenie sobie z ekspozycją. Moje doświadczenia z Piecky są zupełnie inne - przechodziłam wąwóz z dziećmi 8- i 9-letnimi i nie było problemu z pokonaniem tej drabiny. Zejście z niej też nie było problematyczne. Ale dotyczy to roku 2014 i moich dzieci, więc oczywiście nie przekłada się na doświadczenia innych. A jak inne trasy w Słowackim Raju? Też rozczarowały?

      Usuń
  3. Słowacki raj jest piękny, każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli tylko dzieciak lubi długie spacery mogę polecić jedną z tras https://www.youtube.com/watch?v=0cTBTo3kiEE powodzenia!

    OdpowiedzUsuń