(szlaki: bez szlaku — żółty — bez szlaku — żółty — niebieski)
czas przejścia: 6 godzin suma podejść: 800 m dystans: 17 km trudność: **
infrastruktura: schronisko pod Leskowcem
Każde góry mają swoich niezwykłych mieszkańców. Beskid Mały miał pustelnika Jaśka. Przez 19 lat Jasiek mieszkał w blaszanej arce pod Królewizną. Jego pustelnia przypominała kształtem łódź — miała się unieść na falach, kiedy nadejdzie kolejny potop. Bo że nadejdzie, tego Jasiek był pewien. Bóg musiał jakoś ukarać niegodziwości ludzi... Jaśka od wielu lat już z nami nie ma, ale jego arka stoi i czeka na wielką wodę. Zwykły turysta rzadko do niej trafia — pustelnia nie jest widoczna ze szlaku, nie ma do niej wskazówek, a informacje o tym, gdzie dokładnie się znajduje i jak do niej dotrzeć, udzielane są niechętnie. Najczęściej zachodzą tu ci, którzy jeszcze Jaśka pamiętają, lub pasjonaci gór, którzy usłyszeli o beskidzkim samotniku od innych zapalonych wędrowców. Dzięki temu miejsce emanuje spokojem, jest oazą samotności, czego zapewne życzyłby sobie sam Jasiek, który nie lubił zgiełku tego świata. I ja zachowam więc dla siebie dokładne namiary na pustelnię (kto naprawdę będzie chciał odwiedzić to miejsce, da sobie radę), zapraszam jednak na wędrówkę Jaśkową drogą, dosłownie i w przenośni.
Przelot chmur i zdarzeń
przelot twarzy, które pozostały młode
Górski pejzaż dorabia skrzydła postaciom
które były tak ważne
[Jerzy Harasymowicz Bortne. Wiosenne buczyny]
Do PONIKWI dotarliśmy około 10 rano. Wieś, którą założyli w XVI wieku pasterze wołoscy, dziś ma charakter sennego letniska. Okolica jest sielska, a w samej osadzie zachowało się kilka starych zabudowań, głównie stodół. Samochód zaparkowaliśmy przy kościele i nieco cofnęliśmy się szosą, by zagłębić się w las za mostem. Leśna droga pięła się prosto jak strzelił na grzbiet. Według mapy przechodziliśmy przez wzniesienie nazwane intrygująco KAPRAL (485 m n.p.m.). Po powrocie z gór przewertowałam książki i internet, by dowiedzieć się, skąd taka unikatowa dla Beskidu Małego nazwa. Znalazłam dwa wytłumaczenia. W 1771 roku konfederaci barscy stoczyli tu podobno potyczkę z rosyjskimi żołnierzami. Po wszystkim miejscowi pochowali na wzgórzu poległych i nadali wniesieniu dla upamiętnienia tego faktu wojskową nazwę. Na ile to prawdziwe, nie wiem, znawca tych terenów Aleksy Siemionow podaje inne wytłumaczenie. Według niego w XIX wieku stacjonujące w Wadowicach wojsko austriackie miało na tym wzniesieniu strzelnicę, urządzano tu żołnierskie ćwiczenia i stąd wzięła się wojskowa nazwa. Może i potyczka, i strzelnica są prawdą, jedno nie wyklucza przecież drugiego. Zamieszenie z tym szczytem jest zresztą większe — mapy podobno źle go lokalizują, bo Kapral znajduje się tuż przy żółtym szlaku, tam gdzie na mapach zaznaczono Główniak (który mieszkańcy zwą Głowniak), sam Główniak natomiast jest w miejscu Kamienia, a Kamień w miejscu Żaru, ten ostatni zaś nieco dalej przy szlaku. Niezły galimatias.
![]() |
| Okolice Kaprala. Pniemy się bez szlaku, co i rusz napotykając piękne kobierce mchu płonnika ze sterczącymi puszkami zarodnikowymi. Taki mikrolas z dziwacznymi, niczym z innej epoki drzewami. |
Jakkolwiek by było to przez co przechodzimy porasta las i nic nie przypomina o dawnych czasach (chyba więc nie był to Kapral, bo ponoć na nim wciąż widoczne są pozostałości grobów w formie kamiennych kopczyków, choć trudno uwierzyć, że mogłyby się niepielęgnowane zachować w takiej formie). Nawet leśna droga rozmywa się w chaszczach i przez kilkanaście minut pniemy się do góry, lawirując między krzakami jeżyn, powalonymi konarami i badylami. Kiedy dochodzimy do żółtego szlaku prowadzącego wzniesieniem GŁÓWNIAKA, albo Głowniaka, a może Kaprala (550 m n.p.m.), czujemy się tak, jakbyśmy wyszli na autostradę. Jest wygodnie i bezproblemowo, wokół ciągnie się ładny bukowy las. Mijamy kolejne wzniesienia, aż dochodzimy do KAMIENIA lub Żaru (671 m n.p.m.) — w zależności od tego, komu zawierzymy: mapie czy znawcom terenu. Okolica słynie z wychodni, jest to ponoć miejsce ich największego nagromadzenia w Beskidzie Małym. Przy szlaku można podziwiać jedną z takich ogromnych formacji skalnych. Inne znajdują się na pobliskich stokach, trzeba tylko odbić ze szlaku i trochę połazikować.
![]() |
| Pomnik przyrody — wychodnia na stoku Kamienia. Czasami można tu spotkać wspinaczy, jest na czym ćwiczyć. Imponujący wał skalny ma 50 metrów długości, miejscami osiąga 9 metrów wysokości. |
Żółty szlak nie oferuje rozległych widoków, ale może się podobać. Las jest dorodny, wysmukłe szare bukowe pnie tworzą nastrojową scenerię. Nie wiadomo kiedy mijamy przełęcz pod Magurą i dochodzimy do miejsca, w którym do żółtego szlaku dochodzą oznakowania zielone. Stąd niedaleko już na Magurkę Ponikiewską, którą okoliczni mieszkańcy oraz miłośnicy Beskidu Małego zwą KRÓLEWIZNĄ (818 m n.p.m.). Błędnie, jak się okazuje, bo szczyt ten w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego z 1884 roku jest już wymieniany pod nazwą Magury, Królewizną natomiast nazywano zbocza Magurki od strony Kozińca. W pobliżu zarastającej polany na stokach Magurki czy też Królewizny znajduje się właśnie JAŚKOWA ARKA.
![]() |
| Wnętrze arki przedstawia dziś smutny widok. Ktoś tu buszował czy czas zrobił swoje? |
Jasiek, górnik z Libiąża, zamieszkał w okolicy Królewizny w 1980 roku. Dlaczego wybrał pustelnicze życie, nie wiadomo. Jak każdy samotnik nie lubił mówić o sobie. Był człowiekiem serdecznym i otwartym, ale przyjaźnił się z niewieloma osobami. W kopalni przeżył wypadek, chyba niezbyt groźny, wystarczająco jednak traumatyczny, by przesądzić o porzuceniu wygód cywilizacji. Swoją arkę Jasiek sklecił z blach, które dostał od miejscowych. Po początkowej niechęci („jakiś obcy kręci się po okolicy"), szybko został zaakceptowany. Wkrótce zaczęto go nazywać Jaśkiem Aniołem. Chętnie pomagał w pracach polowych i gospodarczych. Za swój trud nie brał pieniędzy, tych nie potrzebował, z wdzięcznością przyjmował natomiast mąkę i cukier oraz… papierosy, był bowiem namiętnym palaczem. Przez niemal 20 lat gospodarzył na polanie pod Królewizną. Niezwykle gościnny, spragniony rozmowy z ludźmi i bardzo religijny — tak zapamiętali go ci, którzy trafili do arki przypadkiem bądź umyślnie. Trudy długiego pustelniczego życia zrobiły jednak swoje — Jasiek zmarł niespodziewanie zimą 1999 roku w swoim ukochanym miejscu na ziemi: blaszanym domku. Został pochowany na wadowickim cmentarzu, choć sam wybrałby zapewne inne miejsce: w pobliżu arki, pod jednym z dorodnych buków. Od jego śmierci minęło już wprawdzie wiele lat, wciąż są jednak ludzie, którzy dbają o Jaśkowy grób i 1 listopada zapalają na nim znicze.
![]() |
| Do budowy pustelni Jasiek wykorzystywał każdy skrawek blachy. Nic się nie marnowało. Aż trudno uwierzyć, że przeżył w tym skromnym blaszaku 19 samotnych zim. I był szczęśliwy. |
Spędzamy przy arce sporo czasu. Panuje tu zadziwiający spokój, słychać tylko bzyczenie owadów, w powietrzy unosi się woń dzikich kwiatów. Natura powoli bierze to miejsce w swoje władanie, ale domek zadziwiająco dobrze się trzyma, oprócz wnętrza, zdewastowanego przez jakichś pseudowędrowców. Większość trafiających na polanę ludzi szanuje jednak pracę Jaśkowych rąk, ma sentyment i serce do arki, pamięta o dobrym duchu tych okolic — Jaśku Aniołem zwanym. Wśród górskiej braci krążą nawet opowieści, jak to turyści błąkający się we mgle lub śnieżnej zawiei, bezpiecznie docierali do celu prowadzeni z daleka przez milczącego nieznajomego o nieco przygarbionej sylwetce, czyli nikogo innego jak właśnie Jaśka.
![]() |
| Jaśkowa droga upamiętnia człowieka pięknie wpisanego w historię Beskidu Małego. |
Wracamy na szlak. Znajdujemy się na Jaśkowej drodze. Nie jest ona zaznaczona na żadnej mapie, jej oznakowań nie odnajdziemy też w terenie. O tym, że wędrujemy Jaśkową drogą informuje tylko skromna tabliczka. To przyjaciele pustelnika, chcąc zachować go w pamięci innych, nazwali tak fragment szlaku od Magurki (Królewizny) na GROŃ JANA PAWŁA II (dawniej Jaworzyna, 890 m n.p.m.). Niegdyś Jasiek przemierzał tę trasę niemal codziennie — przyjaźnił się z gospodarzami schroniska Pod Leskowcem, zachodził do nich, by pomóc w różnych pracach oraz pogadać w cieple jadalni. Wiadomo przecież nie od dziś, że góry łączą ludzi. My też przysiadamy w sympatycznej schroniskowej salce i przy herbacie rozmawiamy o niezwykłym życiu Jaśka. A potem ruszamy w dół za niebieskimi znakami do Ponikwi. W deszczu.
![]() |
| Kapliczki na Jaśkowej drodze. Skromne jak życie Jaśka, a przez to chwytające za serce… |
PS. A jednak się myliłam. Jaśkowa droga została zaznaczona na najnowszej, z 2016 roku, mapie Beskidu Małego wydawnictwa Compass.






















